W ciągu ostatnich dwóch dni dwa razy dostałam darmowe domowe jedzonko, więc weekend uważa się za udany:) Japońska kuchnia, mimo surowizny, porażającej ilości ośmiornic,i ryb i krewetek jedzonych w całości jest jednak świetna. Na widok tsubuan- słodkiej czerownej fasolki- dostaję kociokwiku. A najlepsza jest domowa śliwowica- umeshu. Najpyszniejszy alkohol jaki piłam!
W sumie szkoda, że tu się nie je karaluchów- byłoby dużo darmowego jedzonka i może te cholerstwa nie chodziłyby po ścianach.
Dzisiaj gotowałam z moimi młodymi żółtymi, zresztą przesympatycznymi, i stwierdzam że mogliby mnie częściej zapraszać na takie imprezy. Gorzej, że ponoć następnym razem ja mam zrobić polskie żarcie. Mam nadzieję, że żurek z proszku ich zadowoli:)
W sobotę zostałam zabrana do świątyni w górach i ponownie zachwycałam się lokalną przyrodą- lasy robią niesamowite wrażenie. Nietrudno zrozumieć, skąd się wzięły japońskie wierzenia, i naprawdę nie dziwią opowieści o bogach mieszkających w 700letnich drzewach czy górach. Aż się chce uwierzyć, że spomiędzy drzew wyskoczy nagle jakiś tengu, a jeszcze po drodze mija się masę małych latarenek i posągów- las jest ciemny więc wszystko robi niesamowite wrażenie. Nie wiem czy to już pisałam, czy nie, ale przyroda jest chyba najlepszą częścią tego kraju, a w weekend jadę na totalną wioskę gdzieś w lesie, więc cieszę się na to strasznie:)
Strasznie mnie tu dziwi natomiast ilość osób mieszkających samotnie- większość ludzi po 30tce z którymi rozmawiam mieszka sama, i mówią, że w sumie to chcieli by mieć rodzinę, ale jakoś nie było okazji założyć. Moja szefowa na przykład ma męża od 7 lat, ale od 7 lat on mieszka w innej prefekturze i widują się raz na miesiąc.
Mieszkania są tak drogi, że nawet małżeństwa nie bardzo mogą sobie pozwolić na kupno i mieszkają w wynajmowanych, więc jak mówię, że mam w Polsce swoje mieszkanie, to nikt mi nie chce wierzyć. Zresztą jak mówię że w Polsce dwutygodniowy urlop nie jest problemem to też mi nie wierzą0 tutaj tydzień to maksimum, a nawet jak się ma urlop to i tak przyjście do pracy to norma. Zdecydowanie kraj nie dla mnie!
Spoko ten las. Skoro king-kong-karaluchy mieszkaja u Ciebie w mieszkaniu, to co siedzi w tej dzungli? Swoja droga tego karalucha to do sloika, ale jakiegos swiezego, poprosze =)
OdpowiedzUsuń