środa, 30 czerwca 2010

ibento

Jako że moja firma aktywnie propaguje idee ratowania lasów i gór i przerabiania tychże lasów na pellet, to dziś pojechaliśmy na zadupiaste miasto na końcu prefektury, gdzie mieści się obchodząca swoją pierwszą rocznicę fabryka pelletu, i tam robiliśmy ibento (innymi słowy event).
W 35stopniowym upale rozstawiliśmy się pod namiotami z dwoma piecykami na pellet, bojlerem na pellet, dwoma wielkimi grillami na pellet,w tym jednym w kształcie różowej świni, i dwoma mniejszymi grillami, również na pellet. I jeszcze udostępniliśmy gościom drewnianą wannę do grzania nóg z wrzątkiem, zasilaną zgadnijcie czym. W każdym razie jak wychodziłam spod tego namiotu na pełne słońce to czułam przyjemny chłodek:)(pora deszczowa jest tylko wtedy, kiedy się nie chce, żeby padało, jak lepiej, żeby było chłodniej, to oczywiście jest słońce;))
A w związku z tym, że byłam odpowiedzialna za przygotowanie jedzenia i kazano mi zrobić coś polskiego, to stałam przy grillu i zachwalałam pierogi ruskie, które wczoraj w pracy stadnie zrobiliśmy. Dodam, że na szczęście były smaczne, chociaż i tak uważam, że mrożone placki ziemniaczane przywiezione przez firmę produkującą piecyki (na pellet) były smaczniejsze. Parówek rybnych natomiast zdecydowanie nie polecam:D
W międzyczasie dookoła szwędali się kolesie z kamerami, którzy kręcą program p naszej firmie, i kazali mi wleźć do tej cholernej kąpieli dla stóp, i byli zachwyceni jak piszczałam że gorące (konkretniej to był wrzątek, a nie gorące) Później przylazła grupa babć i one były zachwycone tym wynalazkiem, no ale babcie to nie blondynki, więc ich nie było co filmować;p (wczoraj filmowali mnie na przykład jak czyściłam piecyk i mocowałam się ze śrubami od pokrywy)
I taka impreza trwała parę godzin, wszyscy się spiekliśmy od słońca, z czego ja byłam zachwycona, ale trzy Japonki z mojej pracy prawie się popłakały. Chyba już pisałam, że tu babeczki na rowerach jeżdżą w długich rękawiczkach i z parasolkami od słońca i w rajstopach, co by się broń Boże nie opalić.
W drodze powrotnej, po 20 minutowych pożegnaniach, podziękowaniach i setce ukłonów, szefowa poczuła się zobligowana postawić na lody o smaku paprykowym, więc siorbiąc te ody wróciliśmy do Kioto górską drogą gdzie jedzie się z 40km/h bo większa szybkość grozi śmiercią przez spadnięcie w przepaść albo czołowe zderzenie z samochodem z naprzeciwka, tak jest wąsko.
A teraz idę na miasto, pokazywać moim wczoraj przybyłym gościom nocne życie Kioto oczywiście zaczęło padać) Nie wiem ile razy już wspominałam, ale KOCHAM POLSKI KLIMAT!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz