poniedziałek, 7 czerwca 2010

Dojechałam:)





W sobotę udało mi się dolecieć samolotem pełnym żółtych ludzi, i co jeszcze lepsze, okazało się, że ja też wyglądam jak rasowa Japonka, bo na lotnisku WSZYSCY mówili do mnie po japońsku. Urzędnicy zajmujący się zagranicznymi turystami najwyraźniej angielskiego nie znają. W biurze rejstracji cudzoziemców (alien registration office- jestem oficjalnie kosmitką;p)- podobnie. (dla porównania, na lotnisku w amsterdamie była pani mówiąca po japońsku^^) Generalnie wszyscy oczekują, że się zna język, a jak ktoś nie zna- to ma pecha (tak na zachętę, jakby ktoś chciał mnie odwiedzić;D).
Na lotnisku przywitała mnie grupka absolutnie uroczych 20-letnich żółtych, którzy ciągle narzekali, że im gorąco.Widać do tego klimatu nie da się przywyknąć, chociaż póki nie pada to wg mnie jest spoko.
Po drodze z lotniska do miasta (1,5h) widoki były zjawiskowe- domy, domy, fabryki, pola ryżowe, obok pól znowu fabryki- masakra! Tak jakby ktoś pod Lotosem marchewkę sobie zasadził.
Potem zostałam przetransportowana autem do mojego nowego domku- zjawiskowy widok po drodze- babeczka na rowerze z przodu 4letni bachor i z tyłu 4letni bachor. Pro. W ogóle wszyscy jeżdżą rowerami, po chodnikach, na światła nikt nie patrzy (oprócz mnie, staram się być praworządna, ale i tak mylę kierunki jazdy przez ten ruch lewostronny), ścieżek rowerowych nie ma, a jak są, to i tak nikt się tym nie przejmuje.
Jak już zobaczyłam swoje prywatne 9m2 to zostałam zabrana na obiad- do europejskiej restauracji- po to tam przyjechałam po prostu- a ryż w menu nazywał się raisu^^ uroczo:)
A potem poszłam spać i spałam następne 24 godziny.
Następnego dnia z jeszcze większą grupką żółtych- dwoje wcześniejszych plus trzech chłopców wieku 19lat- pierwszy rok studiów, zajebiście pedalskie głosiki i bardzo sympatyczni:) zwiedzałam świątynię Kiyomizu-dera której zdjęcia może nawet wrzucę, jak ogarnę jak to się robi. Świątynia zajebista, i jeszcze wepchnęli we mnie jakieś suszone kijanki czy inne ochydztwo. Słone i nie dobre. A jak wróciłam to ponownie poszłam spać. Teraz też idę spać, więc dobranoc wszystkim. Sorki za chaos, ale gdybym nie była chaotyczna to bym nie była sobą. Obiecuję zdjęcia jutro- jakieś może porobię:)

5 komentarzy:

  1. Heh, nieźle :)
    Czekam na kolejne relacje :)

    Pozdro! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Europejscy turyści na schodach świątyni rzeczywiście wyglądają jak olbrzymy nie z tego świata. Za to mordki twoi żółci mają przeurocze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A to marchewka nie rosnie pod lotosem? W ogole to jakis zjawiskowy ten blog.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rządzisz, mała! Co do skosów i ich angielskiego - you're talking to a f***ing master of English-speaking Japs ;)

    OdpowiedzUsuń