Przebojem dnia dzisiejszego jest 7centymetrowy gokiburi-karaluch w moim pokoju. Obeszłam wszystkich sąsiadów żeby znaleźć faceta który by zatłukł to cholerstwo, i w końcu przyprowadziłam Chińczyka który chyba sam się bał i usiłował utłuc go parasolką...Karaluch uciekł pod szafę a ja profilaktycznie zostawiłam drzwi otwarte w nadziei,że sobie pójdzie. Generalnie słodka blondynka w akcji.
Nie gotuję i nie mam żadnego żarcia pokoju więc może mu się znudzi...Nienawidzę robactwa i pod tym względem wybrałam sobie wybitnie zły kraj. Tego jest tu w cholerę i to jeszcze dwa razy większe są skubańce niż u nas. Mam też prywatne stadko komarów w pokoju, które regularnie dożywiam. Myślę, że są ze mną szczęśliwe;/
Z innych wiadomości to mój aparat zerwał rozejm i znów nie działa, więc nie zamieszczę zdjęć z wypadu w góry ani ze świątyń które obeszłam. Robactwo w Japonii jest koszmarne, ale za to przyroda niesamowita. Dziś zostałam wywieziona w górski las w ramach mente- stove maintenance- robiłam za fotografa i podziwiałam procedurę czyszczenia piecyków:) Piecyki są nudne, za to lasy w górach są przepiękne, a że jest pora deszczowa to było pochmurno i mgliście i krajobraz jak ze snu.(Albo koszmaru) Mam nadzieję, że uda mi się w końcu porobić zdjęcia bo widoki są tego warte.
Nasze lasy się jednak nie umywają, chociaż Japończycy mają ze swoimi spore problemy- część jest zasadzona przez ludzi i zaniedbana i prowadzi do degradacji środowiska. Najgorzej jest z bambusowymi lasami które szybko rosną i niszczą glebę i wchodzą na pola i cały ekosystem pada. (Takich ciekawych rzeczy uczę się w pracy- ostatnio przeczytałam 3książki o bambusie i o węglu drzewnym i jego różnorakich zastosowaniach- m.in. przepiękne ozdoby się z tego wyrabia)
Jak zobaczyłam te góy z bliska, to trochę się przestałam dziwić, że mało kto po nich chodzi, bo nie dość że strome, to tak zarośnięte, że się nie da wejść, a szlaki szybko zarastają.
Jeszcze co do ciekawostek to ostatnio zostałam zmuszona do wypicia żubrówki z bandą kolesi którzy byli zachwyceni, że znaleźli w knajpie polski alkohol (był też spirytus ale nie dali się namówić)i pewna urocza Japonka z którą pracuję była absolutnie pijana i czerwoniutka po jednym kieliszku co wprawiło mnie w cudowny nastrój. Pijani Żółci są przeuroczy:D
W ogóle żółci są przeuroczy ostatnio jakiś chciał żebym mu dała autograf:)A dziś jakaś 80letnia babcia opowiedziała mi historię swojego życia (nadawała takim dialektem że połowy nie zrozumiałam) i zachwycała się że mam taki ślicznie białe nogi- chyba czas pójść się opalać- W Japonii im się jest bielszym tym lepiej, więc masa kobiet chodzi z parasolkami na słońce, i w upał ponad 30stopni noszą długie bluzki, rękawiczki i rajstopy. Nie mam pojęcia, jak w tym wytrzymują
A i jeszcze najlepszą rzeczą w Kioto są Latynosi którzy ostatnio uczyli mnie tańczyć- Japonia jest ostatnim miejscem o którym bym pomyślała, że się będę uczyć tańczyć latino, ale jak widać bywa różnie i liczę na dalsze lekcje:D
I to tyle ze zbieraniny informacji jutro zabierają mnie do jakiejś świątyni w górach za miastem, chociaż jak będzie tak padać jak dzisiaj to chyba spłyniemy z tych gór -czy już wspominałam, że nie lubię pory deszczowej??- a potem idę na proszony obiadek- pyszne darmowe jedzonko:D A propos jedzonka lokalne jest cudowne i uzależniłam się od słodkiej czerwonej fasolki, aczkolwiek z tęsknoty z Polską wżarłam dziś wielką pakę czipsów- pełnia szczęścia:)
Spadam, może do grudnia żaden karaluch mnie nie zje:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz